Ludwik Jerzy Kern

Wakacje i Urlop

Moja rodzina jest na wakacjach,
A ja jestem na urlopie.
Sa to dwie absolutnie rozne sprawy,wyobrazcie sobie.
Moja rodzina lezy na lezaku,
Na hamaku,
Na materacu [przezemnie osobiscie] dmuchanym,
A ja biore rower,
Spinam nogawki
I do miasteczka zapycham wczesnym ranem.

Bo w miasteczku [byc moze] targ akurat bedzie w ta pora
I uda mi sie kupic fasolke szparagowa,
Pol kilo pomidora
Lub kalafiora.
A przy okazji pani Niunia,
Rozszczebiotany rog obfitosci,
Prosi, zeby jej przywiesc jakis ladny kawalek na rosol,
Ale bez kosci.
"I jakby tata bob gdzies spotkal po drodze
To niech tata kupi.
Tylko mlody, bo stary sie zle lupi..."

Kolo mam rozcentrowane,
Pedaly bija o kostki,
Ale mowi sie trudno, jade dalej, wakacyjny Szurkowski.
Jak na zlosc wiatr wszystkie chmury
Do niebieskiego worka pochowal,
Dzien mial byc normalny ,
Ponury,
A tu sie robi pogoda plazowa.

Kiedy wieczorem wracam
Plecak od plecow oddziela mi mokra koszula
I czuje sie jak pijany
Tak mnie ten rower ululal.

Jeszcze tylko pozmywam talerze
I noc nadejdzie, czarna, urlopowa dama.
Slucham:
"Caly dzien taty nie bylo,
To niech tata przynajmniej zbierze
Ten materac,
Lezak,
I hamak..." 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone