Maria Konopnicka

Franek

A co tam za hałas?
- To Franek wrzeszczy!
- Cóż mu się stało?
- A nic. Tak, z rozpusty!
- A kto tę szybę wybił?
- To Franek kamieniem cisnął.
- A kot czego tak miauczy?
- Franek go poturbował!
- Cóż to za urwis spod ciemnej gwiazdy! A to bić, a kija nie zdejmować z niego!...

I nic innego nie było słychać w całej kamienicy o tym Franku, tylko takie mowy.
Tak się ten chłopak wszystkim dał we znaki! Raz konewkę praczce chwycił, w kąt schował. Praczka chodzi, lamentuje, wymyśla, a Franek patrzy i śmieje się jej w żywe oczy.
- Franek - mówi praczka - ty pewno wiesz, gdzie moja konewka!
- Ja? Skąd bym wiedział!
- Boś ją schował!
- Ja ją schował? Widzieliście, jakem ją chował?
I tak się nastawił, jakby mówił najprawdziwszą prawdę.
Praczka do izby, a Franek po konewkę i na drodze ją stawia. Praczka wychodzi, patrzy - jest konewka!
- W imię Ojca i Syna! A toć konewka! A takem naglądała i nie było! Czy tuman jaki, czy co?
A Franek aż się za boki bierze i pokłada od śmiechu.
Innym razem patrzy, wyleguje się pudel panny Gertrudy na oknie od podwórza na dole. A taki tłusty! Muchy mu chodzą po nosie, a on nawet łapą nie ruszy.
Ogromny pieszczoch z tego pudla, na samych łakotkach chowany. Frankowi już psota przyszła do głowy: próbuje ręką dostać i w ogon go uszczypnąć, ale za wysoko.
Wtem nawija się kot maglarki. Ten kot jest także faworytem i także tak samo prawie tłusty jak pudel panny Gertrudy. Spostrzegłszy kota Franek chwyta go za przednie łapy, buja przez chwilę dla lepszego rozmachu, po czym bęc! - kotem o pudla.
Naraz powstał wrzask i pisk, że opowiedzieć trudno! Kot był pewny, że to pudel go napadł, bronił się tedy zębami i pazurami. Pudel rozumiał, że to kocia sprawka, a nie mogąc napastnikowi dać rady wrzeszczał wniebogłosy. Wkrótce ukazały się w oknach właścicielki bijących się ulubieńców. Panna Gertruda chwyciła kota za kark i przyłożyła mu parę klapsów.
- A masz! A masz!...
- Proszę nie bić mego kota! - wołała maglarka. - Proszę go zaraz puścić!
- A, to pani kot?... Dobrze, że wiem! Pieska mego w mieszkaniu moim napadł! Może jest wściekły!
- Co?... Mój kot wściekły? To chyba ten szkaradny pudel pani jest wściekły!
- Mój pudel szkaradny?... Jak pani może tak się o moim Filonku wyrażać?
I zaczęły się wymówki coraz głośniejsze, a Franek aż się tarza ze śmiechu. Taki był ten chłopak złośliwy i psotny.
Na wołowej skórze nie spisałby wszystkich jego sprawek.
Ojciec, jak ojciec, mało w domu siedział: to wodę nosił, to ulicę zamiatał, to śnieg wygarniał, niewiele mógł wdawać się w te rzeczy. Ale co ta matka przeszła z tym chłopakiem, to strach! Kochał ją, bo kochał; ale cóż, kiedy jednej chwili nie usiedział spokojnie! Dnia nie było, żeby piekła jakiego nie zrobił. A jak ubranie darł! Nastarczyć mu nie można było. Ledwo mu matczysko uszyło koszulinę albo i kurteczkę, już z niej w tydzień szmaty!
- A czy się też pali na tobie, chłopcze! - wołała matka załamując ręce. - A cóż z ciebie za łachmaniarz, że tak drzesz ten przyodziewek? Czy ty myślisz, że ojcu, matce z nieba kapie? To i ty nie wiesz, że, ciężko, że każdy grosz trudny, że i
dobrze się trza napracować, nim się co kupi?
- Mamuniu złocista, ja sam nie wiem! Tak się oto rozdarło...
- Nie wiesz? Ty nie wiesz? A kto po drzewach łazi? jak- nie ty? Patrzcie, ludzie! Koszula taka jeszcze dobra, co z rękawami porobił! Aj, chłopaku, chłopaku! Gdzie ty sumienie masz?... A toć ty nas ze wszystkim zmarnujesz!
- Mamuchno złota, ja się już poprawię!
- Poprawisz ty się wisusie, poprawisz! Z pieca na łeb! Już ja znam twoją prawdę! Co dzień obiecujesz, a zawsze to samo!
I prawda! Co się ten chłopak nie nacałował matki, co się nie naobiecywał, że już będzie lepszy - wszystko na nic. Ledwo przez próg przejdzie, już mu w głowie nowa psota, nowa awantura. Ojciec może by temu i dał rady, bo miał porządny pasek rzemienny, co nim opasywał kożuch. Ale matczysko nie skarżyło się nigdy. Jeden tylko był, więc jak mogła, tak zabiegała. Połata, wypierze, wyburczy, no i tak szło, a poprawy żadnej nie było.
Ale i jej było coraz trudniej i tylko ręce załamywała myśląc, co z tego chłopaka będzie.
Kuma i sąsiadka, Pawłowa, nieraz z nią o tym radziła.
- Moja kumo złota! - mawiała stróżka. - Co z mego urwisa wyrośnie, to ja nie wiem! A kuma na pociechę:
- Co ma być, szubienicznik, i tyle!
Aż raz umarła w tej kamienicy uboga wyrobnica, wdowa - i zostawiła sierotkę, małego Karolka, co jeszcze roku nie miał. Złożyli się ludzie na trumnę, na pogrzeb, bo tam grosza u tej wdowy ze świecą by nie znalazł, pochowali; ale kiedy przyszło o sierocie radzić, co z nim począć, każdy westchnął tylko.
- Ja sama czworo mam! - mówiła jedna z kobiet.
- U nas też bieda aż piszczy! - mówiła druga.
- Zęby tak większy, tobym wzięła - mówiła trzecia. - Posłużyłby, zakołysałby mego Jaśka. Ale cóż! Toż to i piastować by jeszcze trzeba!
Więc kiedy tak stoją i radzą, Franek matkę w rękę całuje i prosi:
- Mamuchno złota! Weźmy tego Karolka.
- Co ci w głowie?... Ja na ciebie, ty urwisie, nastarczyć nie mogę, a będę jeszcze obce brała?...
Ale Franek nie ustawał molestować matki:
- Mamuchno złota! Mamuchno jedyna! On taki biedny! Taki mały! Tak tam piszczy jak ten wróbelek!
Matka broniła się, jak mogła.
- Daj mi ty spokój i z twoim Karolkiem! Dość ja z tobą jednym mam biedy!
Franek się wyprostował, zabłysły mu oczy.
- Mamo! - zawołał bijąc się kułakiem w podartą kamizelczynę. - Słowo honoru mamie daję, że jak mama Karolka weźmie, to ja się poprawię. No, już ja mamie powiadam! Ma mama moje słowo! Jak ja się nie poprawię - tom kiep!
Jeszcze się w piersi bił, kiedy wszedł ojciec i postawiwszy w kącie miotłę rzekł:
- A wiesz, matka, że ja bym tego tam bąka, tę sierotę ze sutereny wziął...
A Franek buch ojcu do nóg.
- Tatuńciu złocisty! Tatuńciu serdeczny, jedyny!...
- A tobie co, chłopaku? - pyta ojciec.
Ale Franka już w stancji nie było. Jak iskra prysnął do suteren, dzieciaka na ręce porwał i przyniósł.
Od tego dnia trudno było poznać, co się z Frankiem stało. Jeszcze szaro, on już się zrywa patrzeć, czy Karolek okryty, a jeżeli śpi, to czy mu nie zimno. Da matka śniadanie albo obiad, to go nie tknie sam, póki nie nakarmi Karolka. To myje chłopaczynę, to go czesze, to go piastuje, huśta, piosneczki mu śpiewa, to go chodzić uczy, to siądzie z nim sobie pod słońce na progu i opowiada mu Bóg wie co, to mu latawca z deszczułek i papieru klei...
Matka aż w głowę zachodzi.
- Moja kumo! - mówi do sąsiadki. - Ten chłopak, to jakby mi go kto przemienił, taki teraz spokojny, taki dobry!
A kuma:
- Ej! Nie dowierzać! Niedługo to tego będzie!
A nieprawda! Czas mijał, a Franek jakby nie ten, jakby go miodem smarował, taki posłuszny, taki uległy, taki uległy, taki cichy.
Dziwią się wszyscy w domu, aż głowami kręcą.
Nikt już szyb po sieniach nie wybija, nikt nie dudni piętami po schodach, konewkę gdzie postawią, tam dostoi. Aż miło! Kot z pudlem nawet już się nie biją. A matka ręce składa, a Bogu dziękuje.
Nawet koszule Franek przestał drzeć; a kiedy mu matka nowe sprawić chciała:
- I... nie, mamuchno! - mówi. - Jeszcze mi te stare wy łatajcie! A te nowe to niechby już na Karolka szły. Z mojej jednej dwie by miał.
Sam się też czesał, mył, matczyne stare trzewiki,, co mu je dała, porządnie sobie na nogach wiązał, złego słowa nikt od niego nie usłyszał.
- A czy cię też Pan Jezus natchnął z tym sierotą! - mówiła matka do męża. - Ten nasz chłopak to się tak ze wszystkim odmienił, taki się akuratny zrobił, że to daleko szukać takiego!
- Dusza, nie chłopak! - mówiły o nim kobiety z podwórka.
Już nawet nikt go "stróżakiem" nie nazywał. Wszyscy mu grzecznie mówili: Franuś, Franeczek!
Tak było ciągle.
Aż raz, w pół roku może, siedzi ojciec przed kominem i fajkę pali, a Franek... puc go w rękę!
- Cóż tam nowego? - pyta stróż.
- Ja bym tatuńcia prosił, żeby mnie na książce uczyć kazał, to bym potem, jak będę mądry, Karolka też uczyć mógł!
Zabłysły na to ojcu łzy w oku i matka prędko twarz fartuchem otarła, a nazajutrz Franek, uśpiwszy swego wychowańca, zasiadł nad... elementarzem.
Ciekawa rzecz, jak mu też to pójdzie!... 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone