Między ustami a brzegiem pucharu

Rozdział XVI

Zapomnieliśmy o jednym!...
On był im wszystkim bliski zarazem i flaleki, kochany i opłakany, a nie wymagał od nich ni szczęścia, ni zabawy, ni im towarzyszyć mógł w życiu.' On leżał spokojny, cichy i czekał, aż o nim wspomną; on się nie bał czasu i lat, ani wypadków, a nie weselił się i nie cierpiał: czekał, aż przypomną i przyjdą po niego...
I przyszli razem, gromadka najbliższych, w odwiedziny do niego, i w pewien wieczór wiosenny odnaleźli jego mieszkanie w obcym kraju i pozdrowili w ojczystej mowie modlitwą za zmarłych. Czy on ich słyszał?... Zapewne rodzinna mowa i ducha zwoła, a on jej tak dawno nie słyszał, tak tęsknił...
Pięcioro ich było: czworo młodych, których dziećmi i wyrostkami pożegnał odchodząc, i biała jak gołąb staruszka, co go kiedyś uczyła pacierza i tej miłości, którą życiem opłacił.
I teraz jej głos przodował:
- "Który chwałą wieczną koronujesz wybrane Twoje!"
A tamci odpowiadali:
- "Wysłuchaj nas, Panie!"
Jakby wiankiem kochających serc otaczali jego mogiłę, nie śpieszyli się z odejściem. Po modlitwie dumali długo w milczeniu, wpatrzeni w napis grobu.
Na płowe wąsy Jana zbiegały jasne łzy; otarł je nie zgrabnie swą okaleczoną prawicą. Spój rżał na Cesię - płakała także.
Naprzeciw nich Wentzel z brwią ściągniętą rozmyślał o tej krzywdzie wieczystej, która jednych drugim oddaje na wyzysk i poniewierkę. W oczach mu stało pole bitwy, jak było przed laty. Wzdrygnął się ze zgrozą...
A obok niego Jadzia, oparta o żelazne ogrodzenie, mówiła w myśli, odpowiadając na jakąś, jej tylko zrozumiałą, pozagrobową skargę:
- Zabierzemy cię, biedaku, zabierzemy do swej ziemi. Nie wrócimy bez ciebie. Długo czekałeś... Byłam zanadto szczęśliwa. Myślałam tylko o sobie.
Pani Tekla wstała pierwsza. Słońce zachodziło i przedarłszy się zza chmurki, rzuciło złoty promień na napis grobowca:
"Wacław Chrząstkowski, porucznik pułku piechoty poznańskiej. Zginął w boju jak bohater!" .
Staruszka skinęła na swe dzieci - ręką .Wskazała litery na marmurze:
- Boże, daj dzieciom waszym inną dolę! - wymówiła uroczyście. - Inną śmierć i inne bohaterstwo. Daj im, Boże, być wolnymi ludźmi. Jak ginąć, to nie marnieć!
- Amen! - wymówił Jan z Wentzlem pochylając głowę. A Jadzi się zdało, że to słowo nie mówił tylko mąż i brat, ale że powiedział za nimi cały chór z grobów rozrzuconych po całym świecie.
Amen, Amen, Amen!... 

 

 


W przypadku znalezienia błędu na stronie - prosimy o informację. kontakt


copyright © 2002 - 2010
www.Zaprasza.eu
oraz
Fundacja  Promocji  Kultury
Wszystkie prawa zastrzeżone